Krok za krokiem

photo-1439737567250-e9ea931e97a4Łapię dwa końce sznurka. Pętelka, kółeczko, zajączek do dziurki, ścisnąć. Sprawdzam, czy jest wygodnie. Idealnie. Wychodzę. Zamykam drzwi i biorę głęboki wdech. Chłodne powietrze wdziera się do płuc. Ma tak wspaniały, orzeźwiający zapach…

Czuję, jak kropla powoli spływa po czole, zaraz przepłynie obok oka, kącika ust i spadnie na ziemię, by w finale, z głuchym, lecz przez nikogo nie słyszanym, łoskotem – rozbić się o ziemię. Tego upadku nie zobaczę, będę już dwa kroki dalej. Wciągam nosem haust chłodnego marcowego powietrza. Zaczyna piec bok, trochę trudniej łapie się powietrze…

Lubię ten stan. Wiem, że mogę więcej, dalej, bardziej. To, że mój organizm powoli daje znak, że czas się zatrzymać jest nieistotne. Ponieważ wiem, że trochę mnie oszukuje. Zanim zwolnię, jestem w stanie zrobić jeszcze jakieś tysiąc dwieście kroków.

Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek zacznę biegać. A tym bardziej, że wytrwam. Miewam coś, co wielu nazywa słomianym zapałem. Ja jednak uważam, że jeśli coś co robię dla siebie przestaje mi sprawiać przyjemność, to po prostu przerzucam się na coś innego. Odpuszczam. W bieganiu zostałem. Tak naprawdę, nie wiem dlaczego. Nie byłem sobie w stanie wyobrazić, że kiedykolwiek przebiegnę 5 km. A gdyby ktoś powiedział mi, że w wolne, niedzielne popołudnie założę buty do biegania i z własnej woli przebiegnę 10 km, zimą, smagany po twarzy deszczem – zaśmiałbym się i popukał go w czoło. Tak było pół roku temu. A teraz? Teraz za niedługo biegnę kolejne 10 km i coraz śmielej zerkam w stronę pół-maratonu. Chociaż nawet teraz nie mieści mi się to w głowie. Jeszcze nie pora, ale czy to oznacza, że ta pora nie nadejdzie? Zobaczymy bo…

Zacząć biegać jest łatwo. Na początku wskakujesz w byle jakie buty i wychodzisz. Raz, drugi, trzeci… Albo tylko raz, bo to, że aktualnie biega prawie 4 miliony Polaków wcale nie oznacza, że Ty też musisz. To świadczy tylko o tym, że bieganie to najpopularniejszy sport w naszym kraju.

Dla mnie bieganie nie jest treningiem i wyrzeczeniem. Jest czymś w rodzaju… medytacji. Odcina mnie, formatuje twardy dysk, kasuje pamięć na te kilkadziesiąt minut. Jestem ja, mój oddech i krok… za krokiem. Tak znajduję swój rytm. Bo on jest najważniejszy. Nie tylko w bieganiu. Nie ścigać się, nie gonić. Noga za nogą. W swoim rytmie, płynąć. I żyć, oddychać, posuwać się naprzód. Na tej samej trasie odkrywać nowe rzeczy. Biegnąc, chociaż wcale się nie spiesząc.

A później… Później trzeba kupić dobre buty. Internet lub sprzedawca w sklepie powie Ci, jak je dobrać. To dość ważne, jeśli wbiegniesz w nurt. Bo gdy już Ci się to uda, odnaleźć rytm, trudno będzie przestać. Od jakiegoś czasu nie dziwi mnie, że bieganie jest najpopularniejszym sportem w Polsce… Tylko pamiętaj, kolana masz tylko dwa i muszą Cię nieść jeszcze kilka(set) tysięcy kilometrów.;)

A jak Ty szukasz swojego rytmu?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s