Jedna rzecz, której prawdopodobnie nie wiesz o jedzeniu

HNCK4347

Mijam kolejnych ludzi, przeskakuję nad małą kałużą wypełniającą nierówność chodnika. Przeciskam się pomiędzy tłumem w przejściu podziemnym. Warszawa Centrum. Pośpiech jest praktycznie przyspawany do tego miejsca. Towarzyszy mu wiernie, niczym Szarik Jankowi. Udziela się.

Jest po 19, wracam z pracy. Burczy mi w brzuchu. Zatrzymuje się przy sklepiku, łapie folię z napisem „Kurczak na ostro”, płacę 5,90. Otwieram zawiniątko w biegu, wgryzam się w nafaszerowaną chemią, miękką lecz na pewno nieświeżą bułkę. Przeżuwam kęs pomiędzy kolejnymi krokami. Następny gryz i czuję coś, co przypomina kurczaka. Nie zwracam uwagi co tak naprawdę pakuję do ust, spieszę się, jestem głodny. Ktoś potrącił mnie barkiem tak, że połowa nadgryzionej kanapki prawie wypadła mi z rąk. Przystanąłem. Popatrzyłem na to, co trzymam w ręce i zachciało mi się rzygać.

Kilkanaście dni wcześniej miałem okazję uczestniczyć w spotkaniu z Josephem Seeletso Szefem kuchni, jurorem Top Chefa, który w garnkach miesza już ponad 20 lat. Słuchałem w jego studiu kulinarnym o istocie gotowania i filozofii smaku. Teksturach, zapachach, jakości potraw. Kroiłem kurczaka nożami absolwenta prestiżowego Westminster Collage. Joseph opowiadał o podejściu do gotowania w myśl zasady: hakuna matata. A ja podjadałem suszone pomidory i chipsy z jarmużu. Bo o to chodzi w kuchni: o przyjemność płynącą z jedzenia i gotowania. Podjadanie, wsadzanie palca (czystego!) w sos, i tańczenie przy siekaniu. To może być dobra zabawa, jak wszystko w życiu. Przyjemność może sprawiać przecież każda czynność. Szczególnie ta smaczna na finiszu.

Teraz popatrzyłem na to, co trzymałem w ręce. I jedyną przyjemność kanapka, którą dziś jadłem, sprawiła mi lądując w śmietniku. I chociaż nie lubię marnować jedzenia, to tym razem bez wyrzutów sumienia wepchnąłem ten wytwór tam, gdzie jego miejsce. Do metalowego kubła i pogrzebałem tym samym – mam nadzieję – na wieki.

Zabiegani, pomiędzy pracą, domem, myślami. Rodziną, znajomymi, ogromem obowiązków. Nie zawsze mamy czas usiąść i w spokoju zjeść. Ja też wrzucam w siebie kurczaka od wujka z Kentucky, kanapkę z foli, czy parówki z lepiej nie wiedzieć czego. Częściej, niż bym chciał. Robię to z braku czasu – spychamy wtedy jedzenie do nieistotnego aspektu życia, który ma napakować moje włókna i zwoje kilodżulami niezbędnej do przetrwania energii. A to przecież nie wszystko, co możemy zyskać dzięki jedzeniu. Ono może nas czegoś nauczyć. O sobie. 

Praktycznie każde danie jest na swój sposób… smaczne.  

Mówiąc smaczne nie mam jednak na myśli jedynie potraw z najlepszych restauracji, gdzie na języku rozpływa się tatar z łososia podany na poduszeczce z chrzanowej pianki z chipsem parmezanowym, serwowany z sałatką z płatkami bratków. Równie wielką przyjemność sprawia mi włoska pizza lub chrupka kajzerka muśnięta świeżym masłem, z dodatkiem liścia sałaty i aromatycznego plastra sera w towarzystwie gotowanego jajka z lekko płynnym żółtkiem.

O każdej potrawie można mówić pięknie.

Słyszałeś o filozofii mówiącą o tym, że szczęśliwym można być tylko teraz? Jej znanym propagatorem był Gandhi.

Chodzi w niej mniej-więcej o to, że martwimy się przeszłością i przyszłością, przez co ucieka nam jedyne, co tak naprawdę mamy – czyli teraz. Wiąże się z nią także koncepcja mindfulness. Czyli szczególny rodzaj uwagi: świadomej, nieosądzającej i skierowanej na bieżącą chwilę (Jon Kabat-Zinn, 1990), odnosi się tym samym do doświadczenia świata, które znajduje się poza naszymi oczekiwaniami i jest rodzajem doświadczania rzeczy „takimi, jakimi są” (Ray, 2002) (źródło). Podobnie uważa Alan Watts, jeden z najbardziej znanych mówców motywacyjnych, twierdząc:

Nie możesz żyć wcale, jeśli nie możesz żyć w pełni TERAZ

Błądzimy myślami w przeszłości, rozpamiętując błędy lub przypominając sobie piękne chwile. Snujemy plany na przyszłość lub zamartwiamy się jutrzejszym dniem. Najtrudniej jednak być nam… Tu i teraz. I czerpać z tego bycia przyjemność. Doskonale pokazuje to ten obrazek, który kilka dni temu wrzuciłem na fanpage na Facebooku. O ten:

12717327_1165720026794775_3348074364183798482_n

Zaraz, zaraz, chcesz zapytać: a co do tego wszystkiego ma jedzenie? Już mówię… Istnieje trening w który bardzo łatwo i przyjemnie (serio), możesz próbować bycie tu i teraz. Dodatkowo – jest świetną zabawą i sposobem na spędzenie czasu samemu, z rodziną lub przyjaciółmi. Zróbmy to krok po kroku, jak całkiem dorośli ( cyt. z Osioł ze Shreka)

  1. Weź swoje jedzenie. Wyłącz rozpraszacze. Może zostać przyjemna, spokojna muzyka, którą lubisz.
  2. Pogrzeb w nim trochę. Opowiedz sobie, co widzisz, jakie są kształty, faktury. Nie skupiaj się jedynie na składnikach.
  3. Powąchaj danie. Co czujesz? Opisz zapachy, emocje jakie w Tobie budzą, zastanów się nad nimi.
  4. Skosztuj. Rozgnieć językiem. Ugryź. Zbadaj teksturę, nie tylko sam smak. Umiesz je opisać? Nazwij je, znajdź ich jak najwięcej. Jaki był pierwszy smak, jaki poczułeś? Jaki drugi? Jaki był finisz?
  5. Powiedz mi, jak Ci poszło.;) I czytaj dalej..

W taki sposób skupiasz się wyłącznie na tym, co robisz teraz. Czyli jedzeniu.;) Później taki styl myślenia o codzienności możesz przenieść na inne czynności, rozkładać je na czynniki pierwsze. Składać i badać, jakie wywołują w Tobie uczucia. A poznanie, jak świat na Ciebie oddziałuje i jakie uczucia wzbudzają w Tobie pewne rzeczy, to jeden z istotniejszych kroków do poznania siebie. No i jest jeszcze jeden plus nazwijmy to, świadomego jedzenia…

Pomaga w diecie. Udowodniono, że gdy „wrzucamy w siebie jedzenie”, oglądając telewizję lub pracując, nasz mózg nie notuje tego jako posiłek. Dlatego zaraz jesteśmy ponownie głodni lub nawet nie zauważyliśmy, kiedy zjedliśmy całą paczkę ciastek.

Wracając do telewizji…

Często zdarza się, że siadamy ze swoim talerzem przed telewizorem. Rodzinnym, niedzielnym obiadom towarzyszy „Familiada” i żarty suche jak kurczak z mojej wyrzuconej kanapki. Wszystko dookoła odciąga uwagę, nie tylko od spędzania chwili z ludźmi, których kochamy, lecz także od tego, co mamy na talerzu.  A przecież wspólne posiłki cementują związki międzyludzkie. To dlatego od zarania dziejów były ważnymi elementami życia ludzi i całych społeczności.

Mam dla Ciebie kolejną zabawę. Fajnie, prawda?

Wyłącz gadające pudło i zaproponuj towarzyszom posiłku rozmowę na temat tego… Co macie na talerzu. Do każdego punktu z listy, którą już znasz, dołóż dodatkowy: opowiedz o tym co czujesz innym i posłuchaj, co mają do powiedzenia. Dowiedz się, jak oni odbierają to, co właśnie teraz jecie. Jakie odnajdują zapachy, faktury składników, czy budzi w nich jakieś wspomnienia? To nie musi być wcale takie łatwe, jak Ci się wydaje.

W taki sposób nawet niedzielny rosół może okazać się świetną zabawą i wstępem do niekończącej się rozmowy o smakach i zapachach. 🙂

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Jedna rzecz, której prawdopodobnie nie wiesz o jedzeniu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s