Jaką presję wywołuje na Tobie… otoczenie?

photo-1444703686981-a3abbc4d4fe3

Nazbierało się kurzu. Brakuje nieco świeżego powietrza. Czas otworzyć okno, uprzątnąć pajęczyny, którymi zarosły kąty i wymieść nieobecność razem z warstwą martwego naskórka. Dzień dobry. Dawno się nie czytaliśmy.

Jeśli interesuje Cię, dlaczego dawno mnie tu nie było, zostań z następnym akapitem. Nie zmuszam. Sugeruję. Jeśli jednak wolisz przejść do meritum szybciej, przejdź do trzeciego. O co chodziło?

Praca, studia, praca magisterska, znajomi, treningi, blog, praca freelancera, nadgodziny, wyjazdy, powroty do domu, wyjazdy z i powroty do Warszawy. W mieszkaniu byłem gościem. W rozmowach byłem jednie niepełną składową. Jednym uchem, a na pewno nie myślami. W pracy? Zmęczony. A z magisterką? Niedokończony. Nie wierzę, że da się robić wszystko na raz i to wszystko zrobić dobrze. Okupuje się to snem, relacjami, zdrowiem. Co nie wychodzi na dobre. Niczemu i nikomu. Ustaliłem pewne priorytety i niestety wyszło, że blog zajmuje w nich dość odległą pozycję.  Musiałem trochę zwolnić, z czegoś zrezygnować by po prostu… Nie zwariować. A dziś łatwo jest… ulec presji i poczuć, jakby cały kosmos zwalił Ci się na łeb.

Dziś wszyscy muszą coś robić. Gnać do przodu, ulepszać, zmieniać, nie stać w miejscu. Otoczenie wywiera na nas presję bycia najlepszym, spełnionym, wykształconym, wysportowanym, etc. etc. Bycie odzwierciedleniem wyfotoszopowanych twarzy z pierwszych stron gazet. I nie ma w tym nic złego. Pod warunkiem, że w tej pogoni nie tracisz czegoś cennego. Siebie, swoich przekonań, wartości. I czujesz się dobrze. Bo by być spełnionym nie musisz gnać ciągle do przodu, jeśli czujesz się dobrze w miejscu, w którym aktualnie jesteś.

Sukces. Jak wygląda? To praca, która daje Ci duże pieniądze. Zdane studia, tytuł magistra, a najlepiej – doktora. Szczęśliwa rodzina z dwójką dzieci, lub uśmiechnięta narzeczona. Mieszkanie. Samochód. I mógłbym tak wymieniać bez końca.

To ideał, który nie do każdego pasuje. I nie uważam, że takie priorytety są złe. Wprost przeciwnie. Dla większości to idealny system wartości. Większość to jednak nie wszyscy.
I nie ma w tym nic złego, jeśli Twoja definicja idealnego życia różni się od tej ogólnoprzyjętej. Pod warunkiem, że jest Ci z nią dobrze.

Rzuciłem kiedyś pracę jedynie dlatego, że źle się w niej czułem. Bez planu na przyszłość. Znalazłem dużo fajniejszą. W tydzień. Zrezygnowałem z pierwszych studiów tylko dlatego, że stwierdziłem, że przyszły zawód sprawi, że przez resztę życia będę nieszczęśliwym człowiekiem. Mimo tego, że perspektywa niezłych zarobków i szybkiego znalezienia pracy właśnie po tym kierunku była zapewne całkiem kusząca. Przeniosłem się z Lublina do Warszawy, tylko dlatego, że uważałem, że muszę to zrobić. Nie wiedziałem wtedy tak naprawdę – dlaczego. Wiedziałem, że muszę i już. Bo tak mówiły „głosy w mojej głowie”. Nawet pomimo tego, że nigdy nie darzyłem Stolicy sympatią. To na szczęście szybko się zmieniło.

Te wszystkie zachowania były egoistyczne. Wobec moich bliskich, których każdy z moich wyborów wydawał się absurdalny, wbrew ich oczekiwaniom, wbrew zdrowemu rozsądkowi. Sprawił im przykrość i wywrócił moje życie do góry nogami (i nie tylko moje). Problem tkwił jednak w tym, że każdy inny wybór był wbrew… mnie.

– Jesteś jak kot. – powiedziała.
– Nie chcę być jak kot. Nie lubię kotów. Koty są wredne. Wolę psy. – odpowiedział, przeczesując palcami kosmyk jej włosów.
– No niestety, nie zawsze mamy możliwość wyboru. Szczególnie tego, kim jesteśmy. Jak pies nie jesteś. Psy są wierne, łatwe w ułożeniu, łatwe w życiu. Merdają ogonem z powodu byle pierdoły. Koty, no cóż. Koty są wredne, wygodne, pyskate. Chodzą własnymi drogami. Jeśli jednak naprawdę się przywiążą – zawsze wrócą. A psy wolisz, bo jesteś zbyt podobny do kota. Albo rządzisz, albo sobie idziesz. Chociaż, to duże uproszczenie.

Otoczenie wywiera na nas wpływ. Nie lubi, gdy się wychylamy. Określiło system wartości, wykreśliło wykrojnik życia idealnego. Zamknęło się w swoim własnym sosie z utartych schematów, sprawdzonych rozwiązań i określonych wymagań. Tak, by było bezpiecznie. I jest tak od dawna. Każdy, kto myślał inaczej niż większość był uważany za wariata, heretyka, głupca. Kiedyś Ziemia była płaska i krążyła wokół niej słońce. Heretycy uważali, że jest inaczej…

Kiedy inni oczekują od nas, że staniemy się takimi, jakimi oni chcą żebyśmy byli, zmuszają nas do zniszczenia tego kim naprawdę jesteśmy. To dość subtelny rodzaj morderstwa. Większość kochających rodziców i krewnych popełnia je z uśmiechem na twarzy. – Jim Morrison.

Oni nie chcą nikomu zrobić krzywdy. Wprost przeciwnie. Starają się uchronić przed brzydkim i złym, który czai się za rogiem z wielką pałką bejsbolową, na której wyryto „reality”. Bądź im wdzięczny za to, że o Ciebie dbają, że martwią się, bo im na Tobie zależy. A sam rób to, co uważasz za słuszne, mówiąc im: To mój plan i go zrealizuję. Nie martw się, będzie dobrze. Zobaczysz. I pokaż im, że… miałeś rację.;)

Czemu to wszystko piszę? Bo może ktoś, tak jak ja, zastanawia się, czy zrobić coś, co jest wbrew wszelkiej logice. Logice określonej przez większość. I może, podobnie jak ja, gdy to przeczyta stwierdzi, że warto czasem posłuchać innego głosu, niż głosu wszystkich. Swojego.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s