Podsumowanie: 2016 – czyli najgorszy rok ever!

sfbnflevf0m-kimson-doan

Nowy Rok to najpopularniejszy okres podsumowań. Rozmyślamy o noworocznych postanowieniach i zastanawiamy się, dlaczego nie udało się zrealizować zeszłorocznych. Tych, które spisaliśmy na kacu, na wyrwanej kartce z zeszytu pierwszego dnia 2016 roku. Podejmujemy nowe-stare postanowienia i obiecujemy sobie, że tym razem będzie inaczej, a nadchodzący rok będzie tym najlepszym.

Ja też postanowiłem podsumować 2016. Co prawda, kilka dni po jego rozpoczęciu, mimo tego, że większość robi to jeszcze przed pierwszymi fajerwerkami o 24:00. Od 1 stycznia minął prawie tydzień, zgodnie ze statystykami, prawie 25% osób zrezygnowało już z noworocznych postanowień. A ja? Spróbujmy…

Jaki był 2016? Najgorszy ze wszystkich do tej pory.

Podobno.

W tym roku odeszło wielu wspaniałych artystów. Aktorów, muzyków i nie tylko. I chociaż większość z nich nie była szczególnie mi bliska, to jednak szanowałem i szanuję dalej ich wkład w kulturę. Pod tym względem 2016 nie miał litości.  Nie miał jej także w innych sferach życia.

Z nieba spadały samoloty, trzęsła się ziemia, wybuchały bomby. Ginęli i giną ludzie. W Aleppo, ale także bliżej: w Niemczech, Turcji czy Francji. U nas też nie było wszystkim do śmiechu. I chociaż kaliber jest mniejszy, to jak się okazało, nie dla wszystkich i nie zawsze zmiana jest dobra.

Pod tymi i wieloma innymi względami, ten rok naprawdę był paskudny. Trąbią o tym media, Internet i są to oczywiście bardzo ważne kwestie. Wiele osób naprawdę chciało, by 2016 już się zakończył.

A jaki był dla mnie osobiście najgorszy rok ever, pomijając wszystkie wydarzenia geopolityczne, które miały miejsce na świecie?

Nie klasyfikuję tego roku jako „najlepszego w swoim życiu”. Raczej jako przeciętny, nieco przygnębiający. W sumie, nie wiem dlaczego. Postanowiłem zrobić dwa podsumowania. „Pozytywne i negatywne podsumowanie 2016 roku”. I oto, co wyszło:

  • Spełniłem swoje marzenie i poleciałem do Barcelony, gdzie zajadałem się paellą i tapasami, grzałem na plaży i pluskałem stopy w Morzu Śródziemnym. A wszystko w grudniu, kiedy w Polsce lał deszcz, a temperatura nie rozpieszczała.

  • Oprócz tego, zwiedziłem jeszcze inne miasto, do którego zawsze chciałem polecieć: Sztokholm. Wenecja Północy, przywitała mnie niesamowicie piękną pogodą, jak na kwiecień. Tu znów świeciło dla mnie słońce, a w Polsce lał deszcz.

  • Dodatkowo, zahaczyłem jeszcze o Słowację. Gdzie standardowo zażerłem całą tabliczkę Studetskiej i oglądałem taki widok:

  • Przez prawie tydzień wypoczywałem na plaży nad Morzem Bałtyckim, a wieczorem szalałem na Openerze.

  • Zobaczyłem na żywo: Foo Fighters i Red Hot Chilli Pappers – czyli dwa zespoły z listy „Koncerty, na które musisz pójść przed śmiercią”.

  • Trzy razy byłem w moich ukochanych Tatrach (to co prawda o jakieś 10 razy za mało, ale jednak). Z tego po raz pierwszy poszedłem w góry zimą. W rakach, z czekanem i z nutą strachu zaszytą pod skórą.

  • W pracy dostałem awans, a w przeciągu całego roku, to w sumie – dwa awansy.

  • Przebiegłem Runamgeddon. Co prawda w wersji Rekrut, ale zostawmy coś na 2017. Taplałem się w błocie, kąpałem w bali z wodą i robiłem dużo innych, głupich rzeczy.

  • I najważniejsze: Wszyscy moi bliscy mają się dobrze.

Może nie jest to zbyt wiele. Cóż. To pewnie zależy od punktu widzenia. Pójdźmy dalej… Próbowałem zrobić również „negatywne podsumowanie roku”. Znaleźć coś, co przytłoczy wszystkie, osobiste blaski mijającego roku wielkim, czarnym cieniem. Udało mi się wykrzesać:

  • Nie napisałem magisterki i ciąży mi ona wciąż i wciąż. Na sumieniu i duchu. I dalej nie wiem, jak ją ugryźć. Pewnie najlepiej zacząć. Może za rok, to ona znajdzie się na górze listy pozytywów?;)

  • Dużo choruję w tym roku i od trzech miesięcy na zmianę zdrowieje i kaszlę. Aktualnie – kaszlę do Was spod koca, ze zwolnienia lekarskiego. Drugi dzień na przymusowym lenistwie, a ja już dostaje nerwicy…

I to chyba jakoś wszystko, co udało mi się wykrzesać z siebie, kiedy zastanawiałem się nad minusami mijającego roku. Oczywiście w warstwie osobistej, bo w skali światowej, ten rok naprawdę był cholernie trudny. Chociaż pewnie – było takich wiele. Łapcie ode mnie spóźnione, ale szczere życzenia:

Życzę Wam, aby w tym roku każdy kolejny dzień był piękniejszy od poprzedniego. Keep going.;)

A co z 2017? Zobaczymy. Planów jest wiele. Postanowień nie ma żadnych. Postaram się jednak, by było o czym pisać.;)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s