Każda lekcja to nauka, a czego uczy złamana w górach noga?

Leżę w łóżku cały dzień. Moją nogę zdobi biały, gipsowy but. Na szczęście, zimno w nim jedynie w palce u stóp. O tej porze roku to i tak nieźle. Tym bardziej, że raczej rzadko wychodzę. Trudno poruszać się ze złamaną nogą. Leżę, i mimo, że telewizor wyświetla kolejne, kolorowe i migające obrazy – zupełnie nie wiem o czym są.

W mojej głowie myśli płyną gdzieś indziej. Zastanawiam się nad jednym pytaniem, które zostało zadane z troską ukrytą w oczach, którą miał maskować żartobliwy ton.

„I po coś tam lazł?”

Teraz masz pamiątkę. Nogę w gipsie, a w nodze śrubę. Pewnie zostanie po niej blizna. Na szczęście, blizny podobno dodają charakteru. Teraz siedzę w domu, a mogłem biegać, spełniać noworoczne postanowienia (których i tak nigdy nie mam), zwiedzać Rzym do którego nie poleciałem, bo jakoś trudno było wyobrazić sobie zwiedzanie ze złamaną nogą i szwami. Chociaż to nie jedyny powód, o innym nie będziemy jednak rozmawiać. Wracając do mojej nogi… Mogło być gorzej. W górach nigdy nic nie wiadomo. Mogłem już nie zwiedzać niczego. Nigdy. Trudno powiedzieć, że zacząłem ten rok dobrze.

Zatem… Dlaczego? Co pcha nas w góry? Nieważne, czy są to Alpy, Andy, Himalaje, Tatry czy Bieszczady. Wszystkie są niebezpieczne i tak samo piękne. Po co tam chodzimy, szczególnie zimą, kiedy tam mróz i jak widać: nie do końca bezpiecznie. Ja teraz leżę ze złamaną nogą, a nasi Himalaiści walczyli niedawno o życie. Swoje i innych. Niestety już wiemy, jak to się skończyło. Czy było warto? Te pytania obijają się w mojej głowie niczym echo. Dzwonią. Już przestałem się zastanawiać „po co akurat ja tam lazłem”. Jednak sytuacja w Karakorum, na Nanga Parbat, sprawiła, że to pytanie wróciło. Trochę ze zdwojoną mocą.

Dlaczego chodzę w góry? Dlaczego w ogóle ktoś chce ryzykować zdrowie czy życie. Dla pięknych widoków? Piotr Pustelnik, gdy zadano mu to samo pytanie, odpowiedział, że:

Ludzi można podzielić na dwie grupy: na tych, którym tej pasji nie trzeba tłumaczyć i na tych, którym się jej nie wytłumaczy.

I po co tam lazłem? Zastanawiam się. I problem w tym, że: wiem. Bo jak już się coś pokocha, znajdzie to, co Cię napędza – nie jest łatwo zrezygnować z takiej miłości.

Zastanawiam się, czy poszedłbym w góry, gdybym wiedział, że kiedyś złamie w nich nogę? I znam odpowiedź: poszedłbym. Czy gdybym wiedział, że tam już zostanę, to czy poszedłbym? Tego nie wiem, jednak każdy zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa.

I tak, możecie stukać się w czoło, a ja pierwsze pytanie, które zdałem lekarzowi brzmiało: ale będę jeszcze mógł chodzić po górach? Zaśmiał się i pokręcił głową z niedowierzaniem.

Każda lekcja to nauka

Przynajmniej to usłyszałem w pierwszy dzień Nowego Roku. Siedziałem, z jeszcze wtedy nie zdiagnozowanym złamaniem kości strzałkowej, na stołówce w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów. Noga owinięta elastycznym bandażem i wywalona w przeciwległy kąt ławki determinuje wiele ciekawych spotkań i rozmów. I tak oto te słowa wypowiedział towarzysz mojej niedoli, który też tego dnia uszkodził nogę na szlaku. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jaka to nauka. I szczerze mówiąc: dalej kurwa nie mam pojęcia. Oprócz tego, że była to lekcja pokory. Co z tą lekcją zrobię? Mam przede wszystkim nadzieję, że jej nie zapomnę. I będę uważniejszy, a góry będę chłonął sobą jeszcze bardziej.

I tak analizuję te słowa. „Każda lekcja to nauka”, która daje nam informację zwrotną, którą przy odrobinie szczęścia, można przekuć w wiedzę. Mam nadzieję, że ta przyda się na przyszłość.

Najbardziej rani to, co kochamy najmocniej

Trochę Paulo Coelho, ale cóż… chyba tak jest. I nie ma w tym niczego dziwnego.

W końcu, skoro coś już znajdzie się tak blisko serca ma okazję zranić mocno bez większego wysiłku. To dlatego płaczemy w poduszkę, kiedy zrani nas ukochana osoba. To z tego powodu ostre słowa przyjaciela bolą bardziej, niż wyroki sądu.

Czy jednak warto rezygnować z przyjaźni, miłości, satysfakcji czy… pasji tylko dlatego, że może nas zranić? Nawet jeśli ceną byłby wybity ząb, złamana noga czy serce… Czasem trzeba ją zapłacić za piękne wspomnienia. I opowieści. Ja nie zrezygnuję.

Czasem jednak, niestety… przepłacamy. Tak mi się wydaje. Nie wszystko jednak można w życiu przewidzieć. Nie będę nikogo oceniać, bo rozumiem. I ściska mnie serce. Bo za wcześnie. Na tym czeku było imię i nazwisko, jednak nikt nie znał kwoty i daty realizacji. Tylko… nikt tego nie wie. Nigdzie. Głosów jest wiele, jednak dopóki nie włożysz czyichś butów… nigdy nie wiesz do końca. To jednak sprawa na osobną rozmowę.

Za co i ile jesteś w stanie zapłacić? Zostawię Cię z tym pytaniem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s